Karę tę stosowano przez kilka godzin, przy czym przeważnie dzielono ją na godzinne raty. Poddany jej więzień z powodu przenikliwego bólu tracił przytomność. Następstwem tej kary było przeważnie zerwanie ścięgien ramion, co powodowało, że część więźniów nie mogła ruszać rękami i jako niezdolni do pracy narażeni byli na
Zestawienie 362 metod torturstosowanych przez UPA na Polakach. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie). Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło. Wyrzynanie na czole „orła”. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.
Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie. 118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą. 119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie. 120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie. 121.
Ja jednak szczególny sentyment czuje do tortury wodnej.Metoda kapiącej wody (na czoło!) jest torturą działającą zarówno na ciało, jak i na pychikę.Po dłuższym czasie "pacjent" zaczyna tracić rozum, a kapiąca woda sprawia ważenie wbijającej się w czoło szpili.Poza tym torturowany żyje długo (bynajmniej nie szczęśliwie!) co
Kary i egzekucje. Meldunek karny KL Auschwitz stosowane były kary regulaminowe na podstawie pisemnych nakazów komendanta lub kierownika obozu, a także meldunków esesmanów i więźniów funkcyjnych. Do najczęstszych wykroczeń podlegających karom należały: wszelkie próby zdobycia dodatkowej żywności, różne formy uchylania się
Sale tortur w obozach filtracyjnych dla mężczyzn na wschodzie Ukrainy i metody znęcania się nad jeńcami wojennymi, rodem z podręczników gestapo - to nowa rzeczywistość rosyjskiej okupacji. Rosjanie dokonują straszliwej zemsty na ludności ukraińskiej za to, że postanowiła bronić swojej ojczyzny.
. Do sekty rekrutowano młode dziewczyny, często nastolatki z zamożnych rodzin "Il Dottore" prowadził działalność biznesową związaną z paramedycyną, adeptów sekty fascynowała kultura Celtów Należące do sekty kobiety były poddawane bolesnym praktykom seksualnym, musiały uczestniczyć w wymyślonych przez "Il Dottore" rytuałach Dzięki przeprowadzonej przez policję operacji "Dionizos" zgromadzono materiał dowodowy, który pozwoli zakończyć trwającą ponad 30 lat działalność sekty “Psychosekta” – tak włoska prasa nazywa organizację stworzoną przez "Il Dottore". Jak ujawniła policja, na usługach sekty było wielu psychologów, którzy ściśle współpracowali z jej przywódcą, pomagając mu zarówno w identyfikacji potencjalnych "celów" – zazwyczaj bardzo młodych kobiet z dobrze sytuowanych rodzin – a następnie aktywnie uczestnicząc w procesie prania mózgu, któremu poddawano wstępujące do sekty kobiety. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Poszukiwania zaginionego dwulatka doprowadziły meksykańską policję do 23 porwanych dzieci "Bestiom" nie wolno wymawiać imienia przywódcy sekty Jak pisze dziennik "La Repubblica": "Był niekwestionowanym najwyższym przywódcą psychosekty. Jego działalność w sektorze związanym z paramedycyną zawsze umykała uwadze władz. Wiodąc z pozoru zwykłe życie w sielsko położonej willi na obrzeżach Novary, człowiek określony przez śledczych jako typ obsesyjny, czujny i gotowy na wszystko, zdołał stworzyć własny świat, który wabił i kusił młode dziewczęta. Świat baśniowy, wypełniony wróżkami i orkami, jednak pod pozorem urokliwej fantazji kryjący tortury, niewolnictwo i niewyobrażalną przemoc". Stworzony przezeń alternatywny świat, stojący w opozycji do realnego, który – jak kazał wierzyć swoim wyznawcom – jest światem złym, opierał się na bezwzględnym posłuszeństwie wobec przywódcy. Zwłaszcza należące do sekty kobiety zobligowane były do wykonywania rozkazów stojących wyżej w hierarchii mężczyzn, z "Il Dottore" na czele. Kobietom, określanym w języku sekty jako "bestie", nie wolno było nawet wymawiać imienia swojego przywódcy. "Il Messaggero" cytuje jedną z byłych członkiń sekty: “On decydował o wszystkim. (...) On to On. Mówimy o Nim On lub Doktor, bo nie wolno nam używać jego imienia. To zabronione". Magiczny świat Celtów i seksualne tortury Traktowany jak bóg "Il Dottore" kontrolował wszystkie aspekty życia swoich wyznawców: określał, z kim mogą się spotykać, gdzie bywać, czy mogą podjąć studia lub pracę. Stworzona przez niego metoda uzależniania od siebie młodych kobiet polegała między innymi na odcinaniu ich więzi i zabranianiu kontaktów z rodziną. Wiele należących do sekty kobiet przekazywało przywódcy pokaźne sumy pieniędzy. Jako wabika "Il Dottore" używał między innymi licznych należących do niego biznesów, szkół tańca, sklepów zielarskich, a także pracowni rzemieślniczych i wydawnictwa. To w tych miejscach młode kobiety poznawały "magiczną" filozofię świata Celtów, jak im wmawiano. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Hana Kimura - śmiertelna ofiara japońskiego odpowiednika "Love Island" i pandemii Odpowiednio zindoktrynowane członkinie sekty, czyli "wybrane", wśród których były nastolatki, a nawet młodsze dziewczęta, były poddawane rozmaitym seksualnym torturom oraz musiały uczestniczyć w wymyślonych przez "Il Dottore" rytuałach, które wedle jego słów miały "rozpalić ich wewnętrzny ogień". Policja opublikowała film, na którym widać kobiety w krótkich przepaskach na biodrach i topless, tańczące w kręgu niczym dionizyjskie bachantki. Operacja "Dionizos" "Il Giornale" opisuje historię jednej z takich kobiet, Anny, która należała do sekty przez 16 lat i obecnie jest, wedle informacji dziennika, głównym świadkiem w prowadzonym przez władze śledztwie. "Do tego środowiska została wprowadzona jako 8-latka, przez swojego wujka, który był już członkiem sekty. Dla dziecka to był bajkowy, magiczny świat, ukryty za sekretnym przejściem w zaczarowanej szafie. Wszystko tam było idealne, kolorowe i bardzo przyjazne. Obecnie Anna, nie bez trudu, zdołała odbudować swoje życie i zostawić za sobą traumatyczne przeżycia, które były jej udziałem. (...) Jako członkini sekty była zobligowana do uczestnictwa w ekstremalnych i bolesnych praktykach seksualnych, które wedle słów śledczych można określić mianem tortur". To dzięki zeznaniom Anny i dwóch innych kobiet policja wpadła na trop sekty. Śledztwo trwało dwa lata, ale zdaniem policji podczas operacji o kryptonimie "Dionizos" udało się zgromadzić wystarczająco dużo dowodów, by zakończyć działalność sekty, istniejącej od lat 80. Wedle dotychczasowych ustaleń ofiarami sekty było co najmniej 50 kobiet. Podczas przeprowadzonego w niedzielę, 19 lipca 2020 policyjnego nalotu na nieruchomości członków sekty w Novarze, Mediolanie, Pawii i Genui zabezpieczono obszerny materiał dowodowy, który obecnie będzie poddany dalszej analizie. Śledztwo obejmuje 26 osób, którym postawiono zarzuty wykorzystywania nieletnich czy praktykowania niewolnictwa. Policja na razie nie ujawniła ich tożsamości.
Torturom sprzyja władza unikająca jawności i kontroli na każdym szczeblu. W krajach demokratycznych władza obywatelowi podlega i służy. I czuje się odpowiedzialna za przeciwdziałanie przemocy. Rok temu OBWE zaleciło Polsce wprowadzenie definicji tortur do prawa. Trzy lata temu Europejski Komitet do Spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu wydał rekomendacje dla rządu w zakresie przeciwdziałania torturom. W zeszłym tygodniu Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich opublikowało raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. W jakim miejscu jesteśmy, jeżeli chodzi o zapobieganie torturom w Polsce? 40 proc. Polaków za stosowaniem tortur Z ostatnich badań dotyczących tortur w Polsce (Kantar Millward Brown, 2018 r.) wynika dość szeroka akceptacja dla tortur – aż 41 proc. Polaków dopuszcza je w pewnych sytuacjach. Większość osób, które akceptują tortury, uzasadnia je nie tylko potrzebą wydobycia wartościowych informacji (co można by łączyć z lękiem przed terroryzmem), ale także np. potrzebą złamania oporu, odstraszeniem od popełnienia przestępstw czy nawet ukarania sprawcy. Te wyniki mogą dziwić, ale odsetek osób dopuszczających stosowanie przemocy przez organy państwowe nie zmienia się w Polsce od lat. W 2014 r. 36 proc. Polaków uważało, iż „tortury są czasami konieczne”. Wcześniej, w badaniu zleconym przez „Newsweek” w 2012 r., 50 proc. respondentów dopuściło stosowanie tortur wobec terrorystów, jeżeli takie działania mogą udaremnić kolejne zamachy. Co wynika z przepisów Konstytucja mówi, że nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu czy karaniu. Zakaz tortur znajduje się również w trzech międzynarodowych dokumentach, które Polska ratyfikowała: Międzynarodowym pakcie praw obywatelskich i politycznych, Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz w Konwencji narodów zjednoczonych w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego, poniżającego traktowania albo karania. Na podstawie tej ostatniej Polska zobowiązana jest nie tylko do reakcji na stwierdzone przypadki tortur, ale także do zapobiegania im przy użyciu środków ustawodawczych, administracyjnych i sądowych. Czytaj także: Tortur w Polsce nie ma. Ale tylko w kodeksie karnym Zakaz tortur ma charakter bezwzględny – nic nie może usprawiedliwić złamania tego zakazu. Wojna, groźba jej wybuchu, brak wewnętrznej stabilizacji politycznej lub jakakolwiek inna sytuacja wyjątkowa nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla tortur. Nie wolno ich stosować także wobec osób podejrzanych o terroryzm. Ani nawet w sytuacji zaistnienia tzw. scenariusza tykającej bomby, czyli takiej, kiedy zatrzymana osoba wie, gdzie zostały umieszczone materiały wybuchowe. Polski Kodeks karny nie uwzględnia tortur i innego złego traktowania jako odrębnego przestępstwa. Aby karać sprawców tortur, używamy różnych przepisów Kodeksu karnego, Kodeksu postępowania karnego oraz Kodeksu karnego wykonawczego. Wpiszmy zakaz tortur do polskiego prawa Polskie władze od lat uważają, że przepis definiujący tortury nie jest konieczny. O taki dopisek od dawna apelują organizacje praw człowieka, wielu adwokatów i przedstawicieli doktryny i sądownictwa. Zwracają uwagę, że przepisy nie są zgodne z definicją zawartą w Konwencji o torturach, której zakres jest szerszy. W tej ostatniej konwencji znajduje się obowiązująca nas definicja tortur. To „każde działanie, którym jakiejkolwiek osobie umyślnie zadaje się ostry ból lub cierpienie, fizyczne bądź psychiczne, w celu uzyskania od niej lub od osoby trzeciej informacji lub wyznania, w celu ukarania jej za czyn popełniony przez nią lub osobę trzecią albo o którego dokonanie jest ona podejrzana, a także w celu zastraszenia lub wywarcia nacisku na nią lub trzecią osobę albo w jakimkolwiek innym celu wynikającym z wszelkiej formy dyskryminacji, gdy taki ból lub cierpienie powodowane są przez funkcjonariusza państwowego lub inną osobę występującą w charakterze urzędowym lub z ich polecenia albo za wyraźną lub milczącą zgodą”. Brak definicji przestępstwa tortur w polskim kodeksie utrudnia lub wręcz uniemożliwia kwalifikację konkretnych czynów jako tortur w rozumieniu Konwencji. W 2018 r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka przeprowadziła badanie ankietowe wśród adwokatów, pytając, czy wprowadzenie do Kodeksu karnego przestępstwa tortur zapewniałoby lepszą kwalifikację oraz zwiększało efektywność postępowań w przedmiocie złego traktowania przez policjantów – większość adwokatów odpowiadała twierdząco. Potrzebę wprowadzenia tortur do polskiego prawa dostrzega także rzecznik praw obywatelskich. Adam Bodnar kilkakrotnie kierował do Ministerstwa Sprawiedliwości apele o rozpoczęcie prac legislacyjnych w tej sprawie. W swoich wystąpieniach zauważał, że „obowiązująca regulacja prawna znacznie utrudnia lub uniemożliwia kwalifikacje konkretnych czynów jako tortur w rozumieniu Konwencji i nie odpowiada zaleceniom międzynarodowym w tym zakresie”, a „kara grożąca za akty tortur na mocy tych przepisów nie odzwierciedla wagi przestępstwa”. Obecne sankcje nie odpowiadają standardom OZN – minimalna kara za tortury powinna wynosić sześć lat pozbawienia wolności. Chodzi o to, żeby działać efektywniej Wprowadzenie definicji tortur do polskiego prawa to nie tylko kwestia kwalifikacji przestępstw. Chodzi także o dostrzeżenie realnego problemu. Nadanie mu odpowiedniej wagi, skuteczniejsze zbieranie danych i przeciwdziałanie torturom. Prof. Witold Klaus z Instytutu Nauk Prawnych PAN zauważa, że wprowadzenie do Kodeksu karnego tortur jako odrębnego przestępstwa miałoby duże znaczenie dla policjantów i pracowników służb więziennej oraz granicznej. Byłby to wyraźny sygnał, że tortury, nieludzkie i poniżające traktowanie to nie jest „jedynie” przekroczenie uprawnień, a bardzo poważne przestępstwo, które powinno być ścigane z całą stanowczością i surowością władz publicznych. Wprowadzenie zakazu tortur do prawa zalecają także instytucje międzynarodowe: Komitet Przeciwko Torturom, Komitet Praw Człowieka ONZ czy Biuro OBWE. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur Brak definicji tortur w prawie to niejedyny problem w zakresie przeciwdziałania torturom w Polsce. Drugim jest brak nadania odpowiedniej rangi instytucjom zajmującym się torturami – a konkretnie Krajowemu Mechanizm Prewencji Tortur. Jego rolę odgrywa jeden z zespołów w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Jego zadanie to przeciwdziałanie torturom – czyli diagnozowanie potencjalnego ryzyka wystąpienia tortur, eksponowanie luk w systemie ochrony praw człowieka, rekomendowanie rozwiązań. Biuro RPO od lat mówi o problemach związanych z funkcjonowaniem Mechanizmu oraz o tym, że aktualny stan osobowy Zespołu (zaledwie 10 pracowników merytorycznych) uniemożliwia pełne realizowanie obowiązków wynikających z konwencji. Nie wzrasta też jego budżet. Według informacji z biura RPO w 2015 r. wyniósł on 3 096 534 zł, w 2016 r. 2 372 590 zł, w 2017 r. 2 376 000 zł, a w 2018 r. już tylko 2 359 704 zł. Na niedofinansowanie Mechanizmu zwracał uwagę w swoim raporcie z kontroli w Polsce Europejski Komitetu do Spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu z 2017 r. Polski rząd wyjaśniał, że wykonanie budżetu przez RPO w 2017 r. zamknęło się kwotą 2 340 015 zł, a plan wydatków budżetowych na 2018 r. to kwota 2 265 537 zł. Czytaj także: W Polsce tortury na policji to codzienność. Są stosowane nawet wobec... świadków Częstsze kontrole ekspertów Krajowego Mechanizmu mogłyby spowodować efektywniejsze wykrywanie przypadków tortur w miejscach detencji. Jaka jest ciemna liczba takich przestępstw – trudno powiedzieć. Funkcjonariuszom niełatwo udowodnić tortury, a poddawani torturom boją się składać skargi. Rola Krajowego Mechanizmu jest tym większa, że w Polsce nie ma – takich, jakie istnieją w innych krajach – procedur, które pozwalałyby przedstawicielom organizacji pozarządowych monitorować miejsca detencji, czyli te, w których ludzie przebywają nie ze swojej woli lub nie tylko ze swojej woli. To nie wyłącznie areszty i więzienia, ale także szpitale psychiatryczne, domy pomocy społecznej, izby wytrzeźwień, ośrodki strzeżone dla cudzoziemców, policyjne izby dziecka – w Polsce takich miejsc jest prawie 3 tys. Co trzeba zrobić, żeby przeciwdziałać torturom w Polsce? Przede wszystkim je odpolitycznić. Nic się nie uda, jeżeli o rozwiązywaniu takich problemów będziemy myśleć „stronami”. Dopóki projekty PiS będą zawsze złe, a projekty PO dobre albo odwrotnie. Aby przeciwdziałać torturom – tak jak każdej przemocy – trzeba też zawsze stawać po stronie ofiar. Raporty Krajowego Mechanizmu, tworzone przecież przez grono wybitnych ekspertów, powinny być przez rząd – ten czy poprzedni – natychmiast wdrażane. Zalecenia instytucji europejskich implementowane. Tak się nie stanie, jeżeli rząd będzie traktował je z niechęcią z założenia, a za swojego największego wroga uważał rzecznika praw obywatelskich. W przeciwdziałaniu torturom ważne jest też to, jakie relacje budowane są między obywatelem a władzą. Torturom sprzyja władza unikająca jawności i kontroli – na każdym szczeblu, w świetle zasady, że przykład idzie z góry. Przeciwdziała taka, która nie boi się kontroli. Sposób myślenia o władzy promieniuje na organy ścigania, urzędy każdego szczebla. W krajach demokratycznych władza ma obywatelowi podlegać i służyć. W oczywisty sposób torturom sprzyja władza łamiąca prawo – więc wszystko, co jest działaniem na rzecz państwa prawa, przeciwdziała torturom. Trzeba mądrego podejścia do kwestii tortur. Takiego, który nie polega na wypieraniu i okopywaniu się na pozycjach. W przeciwdziałaniu torturom nie chodzi o budowanie negatywnego stosunku do władzy, tylko o sprawdzanie, czy władza działa zgodnie z procedurami. Chodzi więc także o odpowiedzialność. Za zapobieganie torturom odpowiedzialne jest państwo, ale też my.
Opublikowano: 2014-12-26 09:39:43+01:00 Dział: Świat Świat opublikowano: 2014-12-26 09:39:43+01:00 fot. PAP/EPA Ameryka przez wiele tygodni oddychała nowym skandalem wywołanym raportem o torturach przeprowadzanych przez CIA na islamskich terrorystach po zamachu 11 IX 2001 r. Twarzą raportu jest 81-letnia senator z ramienia Partii Demokratycznej, Dianne Feinstein, odchodząca szefowa senackiej komisji nadzorującej wywiad. Swoim niespodziewanym raportem kalifornijska senator wylała wiadro zimnej wody tak na CIA, poprzednią administrację prezydenta Busha, jak i w twarz amerykańskiego wyborcy. Misją CIA jest służyć, jako tarcza i miecz i za wszelką cenę ochraniać żywotne interesy swojego państwa. Ochocze i nierozsądne porównywanie CIA podlegającej kontroli wybieralnych gremiów demokratycznego państwa, jakim jest republika USA, ze znanymi nam krwawymi agendami totalitarnych systemów jak Gestapo, czy SD niemieckiej III Rzeszy, czy z siepaczami NKWD (później KGB) z komunistycznego systemu sowieckiego, jest wyraźnym nieporozumieniem. Wiadomo, że CIA od swojego początku (1947 r.) jest agencją, która za granicą przeprowadza tajne operacje, które czasem oznaczają zabijanie, szpiegowanie, przekupstwo, szantaż przeciwników USA i na jej skuteczności właśnie polegają tak Prezydent jak i Kongres USA. Co prawda czasy się zmieniają i od lat 1970-tych CIA nie może już otwarcie dokonywać zabójstw, czy szpiegować na terytorium USA. Również powołano komisję senacką i kongresową do nadzorowania CIA, stąd mamy teraz ten kłopotliwy raport. Feinstein (z domu Goldman, dziadkowie ze strony ojca z Polski i Rosji) w politykę weszła w San Francisco, gdzie w latach 1978-88 zajmowała fotel mera, od 1992 r. reprezentuje w Senacie stan Kalifornia. Trzecim mężem Dianne jest bankier i inwestor Richard Blum, majątek senator Feinstein jest obliczany na ok. $100 milionów, nie licząc majątku męża. Problem w tym, że bardzo ostry raport komisji został przyjęty pośpiesznie tylko głosami Demokratów, którzy mają w niej większość. Jest, więc opinią partyjną. Republikanie w komisji byli przeciwni ogłoszeniu raportu ostrzegając, że jest on jednostronną nagonką i może szkodzić wizerunkowi USA, oraz stworzyć niebezpieczeństwo dla pracowników CIA na całym świecie. Feinstein upubliczniła ponad 500-stronicowy wyciąg z raportu niejako w ostatniej chwili, ponieważ po ostatnich sromotnie przegranych przez Demokratów wyborach wkrótce utraci ona szefostwo komisji. Raport stosuje taktykę spalonej ziemi, bezpardonowo atakując CIA po zamachu 11-go września 2001 r. przedstawiając ją, jako organizację działającą poza prawem, oszukującą Kongres i Prezydenta. Tezy opasłego liczącego 6,700 stron raportu i jak nadmieniłem wyżej ujawnionego przeszło 500-stron skrótu wprawiły w poważne zakłopotanie nie tylko CIA, amerykańską opinię publiczną, ale również sojusznicze ośrodki w innych państwach, w tym w Polsce. Pamiętajmy, że atak na World Trade Center z 11 września miał miejsce po ok. 9 miesiącach po odejściu administracji Billa Clintona, za którego lewica mocno przystrzygła operacyjne możliwości CIA. To z kolei zaowocowało bezradnością służb, brakiem ich koordynacji i dalej sięgnięciem po tortury… O jakich to wyszukanych torturach mówi raport? Otóż należą do nich: głośna muzyka, policzkowanie, dmuchanie dymu z cygara, lub papierosa w twarz, zapobieganie spaniu, polewanie zimną wodą, zamykanie w trumnach, odżywianie przez odbyt, straszenie przesłuchiwanych, że zostaną na zawsze w objęciach CIA, oraz waterboarding. Mimo dziarsko rozpętanej medialnej burzy wokół raportu o torturach CIA, 51% ankietowanych Amerykanów uważa, że metody przesłuchań CIA były zrozumiałe, jedynie 29% jest przeciwnego zdania. Według Pew Reaserch Center 56% Amerykanów reprezentuje pogląd, że właśnie metody przesłuchiwania zapobiegły dalszym atakom terrorystycznym w USA, przeciwnego zdania jest 28% badanych. Oczywiście widoczne jest uzależnienie posiadanej opinii od partyjnej przynależności i politycznych sympatii. Około 76% Republikanów nie ma zastrzeżeń, co do metod przesłuchania, podobnego zdania jest tylko 37% Demokratów, zaś 46% Demokratów jest odmiennego zdania. Aż 73% Republikanów uważa, że informacje wydobyte podczas przesłuchań przez CIA pomogły zatrzymać ataki terrorystyczne na terenie USA, tylko 15% Republikanów nie zgadza się z tą opinią. Wśród Demokratów 43% uważa, że metody przesłuchań terrorystów zapobiegły dalszym skutecznym atakom, przy 40% Demokratów będących odmiennego zdania. Ówczesny dyrektor odpowiedzialny w CIA za działania niejawne Jose Rodriguez ostatnio zaprzeczył jakoby CIA ukrywała metody przesłuchań przed Kongresem podkreślając, że między 2002 a 2009 r. liderzy Kongresu byli informowani na ten temat, co najmniej 40 razy nie zgłaszając przy tym sprzeciwu. Nie można zapominać, że mówimy o czasie bezpośrednio po ataku 11 września 2001 r. wtedy zapanowała swoista psychoza oczekiwania na następny atak, która udzieliła się również CIA. Przecież sama Sen. Feinsten w maju 2002 r. powiedziała: Musimy robić pewne rzeczy, których historycznie nie chcieliśmy robić, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Więc trudno nie zauważyć, że wczorajsi twardzi Demokraci dziś zaczynają ubolewać nad samopoczuciem przesłuchiwanego byłego wojskowego szefa (Khalid Sheikh Mohammed), który przygotowywał uderzenie w wyniku, którego śmierć poniosło prawie 3 tysiące niewinnych Amerykanów. Dodajmy, że to Khalid chwalił się, że osobiście prawą ręką odciął głowę (w Pakistanie) Amerykańskiemu dziennikarzowi Danielowi Pearl. Czy metody wzmożonych przesłuchań dały jakieś rezultaty? Przesłuchiwany w Polsce w udostępnionym CIA ośrodku w Kiejtutach, KSM w marcu 2003 r. po administrowanej bezsenności, zawieszaniem na kilka godzin za ramiona, był twardą sztuką i przez kilka miesięcy na pytania odpowiadał tylko cytatami z Koranu. Dopiero zastosowanie (183 razy!) „waterboarding” (polewanie wodą w pozycji leżącej przesłoniętej materiałem twarzy) skłoniło go do wydania Hambali, organizatora masakry (202 ofiar, z tego 7 Amerykanów) z października 2002 r. w nocnym klubie w Bali. Khalid również wysypał również swojego kolegę Maijda Khana, oraz Iymana Farisa, który przygotowywał się do przepalenia palnikiem lin trzymających most brooklyński (Brooklyn Bridge). Również wsypał Jemaaha Islamiyaha z jego planem użycia jumbo jetów w celu uderzenia w 72 piętrową Wieżę Biblioteki w Los Angeles. Jeśli te przesłuchania były torturami to, na co były skazane żywcem płonące ofiary w Twin Towers, bądź ci z nich, który wybrali śmierć skacząc z 100-go piętra płonących wież? Pamiętajmy, że rodziny aż 1,114 ofiar z WTC nigdy nie otrzymały możliwości pochowania choćby części ciała swoich najbliższych, nic po nich nie zostało… Według doniesień sekretarz Stanu John Kerry bezskutecznie wywierał nacisk, aby raportu nie upubliczniać. Inne stanowisko zajął jego szef prezydent Obama, który 9-go grudnia oświadczył: Byłem konsekwentnym w popieraniu odtajnienia dzisiejszego raportu. Nie jest tajemnicą, że islamiści dookoła świata posłużą się raportem w celach propagandowych, aby zintensyfikować swoje działania przeciwko chrześcijanom i zachodowi. Jest interesującym, że raport Feinstein nie ocenia metod przesłuchań pod względem moralnym, podważając jedynie ich skuteczność i efektywność. Tak naprawdę to omawiane metody przesłuchań zostały zaadoptowane przez CIA na wniosek dwóch psychologów dr Mitchella i dr Jensena (pseudonimy: Grayson Swigert i Hammond Dunbar), którzy za $81 mln (!) sprzedali CIA program z czasu zimnej wojny (zaprojektowany dla amerykańskich lotników, którzy mogli dostać się w łapy wroga). Tej usłudze nie sprzeciwiał się wówczas republikański sen. John McCain (były lotnik, następnie więzień torturowany w Hanoi), który teraz popiera raport Demokratów. Były wiceprezydent USA Dick Cheney w swojej wypowiedzi przypomniał, że wtedy były obawy, że próbuje zdobyć broń nuklearną, przypomniał również, że w tym czasie w USA miał miejsce atak z zabójczym antraksem. „Tortury to jest to, na co Al-Kaida skazała 3,000 Amerykanów 11 września 2001 r. Nie ma porównania między tym, co oni zrobili a co my robiliśmy w ramach wzmożonych przesłuchań. (…) Nie mam problemu tak długo jak dostaniemy facetów odpowiedzialnych za 11 września, abyśmy mogli zapobiec dalszym atakom przeciwko USA”. Jednocześnie Cheney odniósł się do sugestii z raportu sen. Feinstein, że ówczesny prezydent George W. Bush przez 4 lata nie wiedział o wzmożonych metodach przesłuchań islamistów: To nie jest prawda. Przeczytaj, co o tym napisał w swojej książce. Cheney podkreślił, że w sprawie metod przesłuchań CIA rząd Busha zawsze konsultował prawników z ministerstwa sprawiedliwości tak, aby były one zgodne z prawem. >Ten raport jest do niczego. Wiemy, że mamy w ręku architekta ataku 11 września, więc co powinniśmy robić, ucałować go w obydwa policzki i poprosić, aby powiedział nam co wie? Jednocześnie Cheney podkreślił, że popiera administrację prezydenta Obamy w użyciu dronów do zabicia islamistów z Al-Kaidy podejrzanych o planowanie ataków na USA dodając, że jednak nie popiera zwykłego zabijania, bo jest to przecież pozbawianie się źródła informacji o planach terrorystów Al-Kaidy. Pete Hoekstra, ówczesny przewodniczący kongresowej Komisji d/s Wywiadu wspomina, że Demokraci uczestniczyli w spotkaniach z CIA n. t. wzmożonych metod przesłuchań łącznie z ich demonstracją i nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń. Hoekstra, (Republikanin) krytycznie ocenił zabijający morale pracowników CIA raport Feinstein: Oni pracują wierząc, że mają poparcie Prezydenta i Kongresu, ale dowiadują się, że to poparcie może ustać wraz z nastaniem nowej administracji. Były sen. Bob Kerrey (Demokrata z Nebraski), który przez 8 lat zasiadał w senackiej Komisji d/s Wywiadu odniósł się krytycznie w stosunku do stronniczego raportu na temat wysiłków tajnych działań wywiadu USA podkreślając, że naraża on całe obliczane na $50 mld przedsięwzięcie stojące na straży bezpieczeństwa państwa. Kerrey napisał w USA Today: W wojnie przeciwko globalnemu dżihadyzmowi, wywiad osobowy i przesłuchania stały się bardzo ważne i martwię się, że stronniczość tego raportu może utrudnić dalszą pracę. Kerrey zauważył, że twórcy raportu powzięli tezę, że CIA jest „be” i starali się ją udowodnić, jednak nie chcieli przesłuchać pracowników CIA, również ich raport, co dziwne nie zawiera żadnych rekomendacji jak polepszyć funkcjonowanie CIA, jedynie krytykę. Do dyskusji włączył się prof. John Yoo, wykładowca Berkeley Law School w Kalifornii, który pełnił wówczas funkcję z-cy Prokuratora Generalnego Departamentu Sprawiedliwości w administracji Busha. To on był autorem „instrukcji tortur”, według, których CIA prowadziło przesłuchania. Profesor zauważył z przekąsem, że nikt z osób posiadających wiedzę na temat, który poruszał raport, nie został przesłuchany… Profesor Yoo zauważył, że w ostatnich dekadach podobne komisje senackie jak w 1975 r. Komisja Churcha, czy w 1987 r. Raport Iran-Contra zawsze bazowały na wspólnym dochodzeniu republikańskich i demokratycznych senatorów tak, aby odsunąć podejrzenia o partyjności raportów. Yoo dalej zapytuje: skoro Demokraci oburzeni są formą przesłuchań schwytanych terrorystów przez CIA, jaki mają stosunek do stylu akcji prezydenta Obamy, który preferuje zabijanie podejrzanych o terroryzm przy użyciu dronów, często wraz z ich rodzinami, czy przypadkowymi ofiarami… >Zastanawiam się czy logicznie Demokraci z Senatu teraz oskarżą Prezydenta Obamę o zbrodnie wojenne? Odnośnie przesłuchiwania metodą “waterboarding” Yoo przypomina, że tę metodę zastosowano tylko wobec 3 liderów Al-Kaidy. Natomiast ulubiona broń Obamy drony zabija nie tylko liderów Al-Kaidy i zwykle setki ludzi postronnych, ale pozbawiają CIA tak ważnego ludzkiego źródła informacji… Pozwólmy mówić jeszcze jednemu świadkowi. Michael Hayden, czterogwiazdkowy generał sił powietrznych, szef Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, szef CIA (2006-2009) również odrzucił pomówienia zawarte w raporcie sen. Feinstein: Napisanie tego raportu zabrało jej 5 lat po przejrzeniu 6 milionów stron dokumentów, co kosztowało $40 milionów, aby armia zatrudnionych kontraktorów chciała znaleźć informacje, które wsparłyby założoną z góry konkluzję mówiącą, że program przesłuchań wychodził ze złych założeń, był źle prowadzony i zły, dlatego, że nie dostarczył dobrej informacji. Rzeczywiście należałoby teraz wstrzymać się z opinią i poczekać na raport-odpowiedź samej CIA, jak i kontr raport mniejszości republikańskiej w senackiej Komisji. Czym więc tak naprawdę jest raport napisany przez zespół sen. Feinstein? Czy jest to jeszcze jedna z desperackich demokratycznych inscenizacji pod hasłem „wszystko jest winą Busha” i próbą lizania ran po nieszczęśliwych dla Demokratów wynikach listopadowych wyborów? Obecny dyrektor CIA, człowiek Obamy, według niektórych komentatorów muzułmanin, John Brennan również bardzo krytycznie mówi o raporcie: Według naszego przeglądu raportu uważamy, że wzmożone metody przesłuchań przyniosły nam informacje, które pomogły zapobiec planowanym atakom, pomogły schwytać terrorystów i ocalić ludzkie życie. Zabawne są wypowiedzi przedstawicieli państw znanych ze stosowania tortur wobec swoich przeciwników. Hong Lei, rzecznik MSZ Chin zabrzmiał jakby reprezentował, co najmniej Watykan: Chiny konsekwentnie są przeciwne torturom. Wierzymy, że USA przemyśli dalsze działania, zmieni swoje postepowanie i będzie respektować ustalenia i umowy konwencji międzynarodowych. Inny lider kraju respektującego prawa człowieka Ajatollach Ali Khamanei na twiterze poinformował, że rząd USA jest symbolem tyranii przeciwko humanizmowi. Oczywiście wśród protestujących metody przesłuchań CIA nie zabrakło rzecznika MSZ z Północnej Korei, który oskarżył ONZ, że ignoruje „nieludzkie tortury stosowane przez CIA, a koncentruje się na prawach człowieka w Pyongyang”. Jeden z architektów wzmożonych metod przesłuchań dr Mitchell zarzucił, że raport spowodował stan zagrożenia dla pracowników CIA i zwykłych obywateli Ameryki: Raport pokazuje, że jesteśmy podzieleni, przez co stajemy się łatwymi targetami. Pamiętam jak Khalid Sheik Mohammed powiedział mi osobiście: „Twój kraj odwróci się od ciebie, zaatakują cię liberalne media, ludzie będą mieli tego dość i obrócą się przeciwko wam”. Teraz spójrzmy, z jakim przeciwnikiem tak naprawdę walczy tu CIA. Wiemy, że ludzie Al-Kaidy, czy też ISIS nie należą do przyjemniaczków, nie są braćmi miłosierdzia. Swoim przeciwnikom, realnym, czy wymyślonym obcinają głowy, trzymają kobiety w roli seksualnych niewolnic, gwałcąc nawet młode dzieci. Pamiętamy jak tydzień, dwa temu ISIS w Iraku ucięło głowy czwórce dzieci, dlatego, że nie chciały porzucić Jezusa i przejść na islam. I pomyśleć, że tacy ludzie mogą przy pomocy liberalnych lewackich prawników pozwać do sądu przesłuchującego ich oficera CIA, jeśli ten zbyt głośno krzyknie im nad uchem… Sam prezydent Obama z zapałem tańczy wokół raportu, z jednej strony chwaląc go, z drugiej zaś od początku swojej prezydentury awansując ludzi odpowiedzialnych za zastosowanie tego typu przesłuchań na prominentne stanowiska w swojej administracji. Raport sen. Feinstein jest zepsutym jajkiem zniesionym na pożegnanie zwycięskim po ostatnich wyborach Republikanom. Niektóre koła posuwają się do sugestii, że po wyrzuceniu pod różnymi pretekstami z Armii wielu sprawdzonych i niezależnie myślących generałów, następnie po oskarżeniu policji o rasizm przy wykorzystaniu kilku nieszczęśliwych wypadków, prezydent Obama chciałby osłabić tradycyjnie dbającą o bezpieczeństwo CIA … Publikacja dostępna na stronie:
Władze ludowe nazwały ich bandytami i zgotowały im po wojnie piekło. Mjr Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP, w 1948 roku powiedział o żołnierzach wyklętych: "zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa". Pod przykrywką "walki o utrwalenie władzy ludowej" pozbywano się ostatnich obrońców niepodległej Polski. Dla członków Armii Krajowej wyzwolenie spod okupacji niemieckiej nie oznaczało wolności – wspominał Maksymilian Jarosz, partyzant AK, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. – Szybko się dowiedzieliśmy, że Armia Czerwona rozbraja żołnierzy AK i kieruje ich do ośrodków mobilizacyjnych Wojska Polskiego. Część została internowana w obozie na Majdanku. Wielu NKWD wywoziło do ZSRR albo mordowało na miejscu. Akowcy nie wiedzieli, co robić. Ci, którzy nie polegli z bronią w ręku, byli więzieni i katowani miesiącami, by następnie – w pokazowych procesach – usłyszeć wyrok śmierci. W czasach stalinowskiego terroru w więzieniach, aresztach tymczasowych czy obozach pracy zmarły dziesiątki tysięcy ludzi. Część nie przeżyła ciężkich warunków, innych zamęczono brutalnymi przesłuchaniami. Oprawcy zmieniali życie swoich ofiar w piekło. Po ogłoszeniu wyroku skazującego na trzykrotną karę śmierci katowany miesiącami Witold Pilecki powiedział: "Ja już żyć nie mogę (…), mnie wykończono. Bo Oświęcim to była igraszka". Na egzekucję szedł skrajnie wyniszczony – miał połamane oba obojczyki i żebra, uszkodzone kręgi szyjne i powyrywane nikogo nie biłemHistoryk Ryszard Terlecki w książce "Miecz i tarcza komunizmu", poświęconej historii bezpieki, podkreśla, że na początku, jeszcze w czasie trwania wojny, tortury stosowane przez bezpiekę nie były zbyt wyrafinowane: "Podstawową metodą wymuszania zeznań od aresztowanych było bicie – bezlitosne, bezwzględne bicie, często do utraty przytomności, czasem aż do śmierci".Ława oskarżonych w procesie Witolda PileckiegoPierwszym zadaniem, jakie musiał spełnić nowy funkcjonariusz przyjmujący się do służby w bezpiece, było uodpornienie się na dość brutalne widoki skatowanych, a następnie szkolenie z tak zwanego "twardego" bicia. Taką ścieżkę kariery przeszedł późniejszy dyrektor Departamentu Śledczego (IV) MBP Józef Różański, którego do podjęcia służby w resorcie bezpieczeństwa namówił znajomy. Szybko zasłynął on jako jeden z najokrutniejszych katów UB, choć o swoich początkach pisał: Gdy rozpocząłem pracę w UB, sekcja śledcza już istniała. (…) Do chwili, gdy zostałem skierowany do śledztwa, nigdy nikogo nie biłem, nigdy nie myślałem o tym, by bić. Zastałem setki aresztowanych, tak jak to było w pierwszym okresie, bez żadnych dowodów. I tu po raz pierwszy zetknąłem się z biciem. Przy mnie bili i starzy towarzysze, i nowi, którzy przybyli przede mną. Minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz powiedział po latach, że to Różański wprowadził w podległej mu jednostce śledczej metodę maltretowania aresztowanych i że "sam osobiście dopuszczał się szeregu czynów świadczących o zwyrodnieniu i sadyzmie". Jedną z ofiar Różańskiego był Stanisław Kasznica, ostatni komendant główny NSZ. Jego siostra Eleonora widziała efekty ubeckich metod przesłuchiwania więźniów: Brat miał na twarzy szramy po pobiciu i placki na głowie po wyrwanych włosach. Ręce miał już w porządku, ale wyrywali mu paznokcie. Mówił, że trzymali go zimą w celi z wodą po kolana, miał wybite zęby. Aż do nieprzytomnościTortury były stałym punktem programu przesłuchań. Aresztowanych żołnierzy wyklętych oprawcy bili i kopali, a gdy to nie przynosiło efektów, używali gumowych pałek, kolb karabinów, pasów z metalowymi sprzączkami czy pejczy. Wyrywali paznokcie, wybijali zęby, przypalali, razili prądem. Głodzili więźniów, przetrzymywali ich w wyziębionych celach, zmuszali do wielogodzinnego stania lub klęczenia, pozbawiali snu. Katowali ich zarówno fizycznie, jak i takim potraktowaniu Hieronim Dekutowski pseud. "Zapora", Cichociemny, szef Kedywu Inspektoratu AK Lublin-Puławy, w wieku 30 lat przypominał stojącego nad grobem starca. Zgarbiony i posiwiały, bez zębów i paznokci, ze śladami po złamaniach rąk, żeber i nosa. Śledztwo w jego sprawie trwało od 19 września 1947 roku do 1 czerwca 1948 roku i przez cały ten czas pastwili się nad nim ubeccy oprawcy: Śledczy polecił najpierw napisać życiorys, następnie zadawał pytania. Kiedy więzień zamilkł, uderzył go w szczękę, co spowodowało oparcie więźnia o ścianę. Dalej okładał na oślep całe jego ciało, które więzień bronił biernie pięściami. Ból w głowie, wszystko wirowało dookoła. Po torturowaniu, krwawienie z nosa. Na tym jednak nie koniec. Gdy to nie pomogło, nastąpiło kopnięcie więźnia w kość goleniową. (…) Leżą zabici: Kazimierz Torbicz "Kazik" (z lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w LublinieZnowu bicie palką gumową z metalowym zakończeniem w pięty – to podrażniało mózg. A kiedy już nic nie pomogło, wtedy na żądanie śledczego wtargnęli ubowcy uzbrojeni w kije. Powalili więźnia na podłogę, bicie, deptanie aż do nieprzytomności. Stanisław Maślanka ps. "Legenda", akowiec i działacz podziemia antykomunistycznego w ramach WiN, czyli polskiej cywilno-wojskowej organizacji antykomunistycznej, tak wspominał ponad sześcioletni pobyt w ubeckim więzieniu: Przez tydzień nie dostałem nic do jedzenia i byłem przesłuchiwany dzień i noc, na okrągło. Bili mnie, czym popadło. Tym, co akurat przesłuchujący miał pod ręką – dziurkaczem, linijką, otwartą dłonią. Gdy spadłem ze stołka, które UB przejęło w spadku po gestapo w Łodzi, ubowiec kopał mnie nogą. Ratowało mnie to, że pozwalano mi nocą wychodzić do ubikacji, gdzie piłem dużo wody. Inaczej bym nie przeżył. Maślanka podczas pobytu w katowni UB zachorował na gruźlicę płuc i kości. Leżał w szpitalu więziennym w celi bez szyb zimą przy 25 stopniowym mrozie. „Mróz było widać na ścianach” – opowiadał po latach. Niemal amputowano mu rękę. Metody śledcze UB opisał po latach także inny były akowiec, walczący w Batalionie "Zośka" Stanisław Krupa: Kiedy moi oprawcy stwierdzili, że bicie już na mnie nie działa, sięgali po inny sposób. Wiązano mi ręce oraz nogi i sadzano na haku, w ten sposób, że plecami opierałem się o ścianę, a wyciągnięte, skrępowane nogi, opierano o taboret. Boże, cóż to za koszmarna tortura! Cały ciężar ciała spoczywa na centymetrowej grubości końcówce wbitego w ścianie i zagiętego – w pewnej odległości i pod kątem prostym – żelaznego haka. W dodatku sadzają cię tak, żebyś opierał się na kości ogonowej. Nawet niewielkie poruszenie powoduje, że hak wbija się w odbytnicę. Ile razy ja przy tej operacji mdlałem… Zero taryfy ulgowejKazimierz Moczarski, kierujący Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, osadzony w więzieniu mokotowskim przeżył aż 49 rodzajów tortur, które skrupulatnie wymienił w liście do Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego w Warszawie z 24 lutego 1955 roku. Był bity "gdzie popadnie" między innymi drutem, batem czy pałką najczęściej w czułe miejsca, takie jak podbródek, pięty, palce czy nasadę nosa. Wyrywano mu paznokcie i włosy z różnych części ciała, przypalano, kłuto, miażdżono palce.* Tej ostatniej torturze poddano także Anastazję Rączkę, żonę starszego sierżanta Władysława Grudzińskiego* "Pilota", żołnierza z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja": Osiłek podszedł, żelazną ręką ujął jej drobną dłoń i przycisnął coś metalowego do jej palców. Potworny ból miażdżonych opuszków spowodował, że zawyła jak zwierzę. Osiłek puścił, ale ból poranionych palców nie wówczas w ciąży, którą ukrywała w więzieniu do dnia porodu, bita, głodzona i poniżana Anastazja nie dała się złamać ubekom ani torturami fizycznymi, ani psychicznymi. Gdy pokazano jej zdjęcie zmaltretowanego i odartego z ubrań ciała męża, zemdlała. Mimo zwątpienia, że uda jej się kiedykolwiek wyjść na wolność, starała się przeżyć dla siebie i córki, uratować swoje dziecko z piekła stalinowskiego więzienia i przeżyć, aby opowiedzieć prawdę. Niezłomność i bohaterstwo jej oraz wielu innych kobiet, które ucierpiały z rąk komunistów, zostały docenione po wielu latach, gdy prezydent Lech Kaczyński odznaczył je Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pośmiertny medal dla ojca odebrała także dziś można już mówić, że żołnierze wyklęci doczekali się sprawiedliwości? Niestety po prawie trzydziestu latach wolnej Polski wciąż na nią czekają. Wielu komunistycznych zbrodniarzy i oprawców nadal nie osądzono, wielu pogrzebanych byle gdzie ciał skazanych na zapomnienie bohaterów nie odnaleziono. Można jedynie mieć nadzieję, że ojczyzna, za którą walczyli, nie zapomni ich poświęcenia. Jak pisał Władysław Grudziński, w Balladzie o Roju, znalezionej przez ubeków w jego dokumentach: "Aby dał Bóg, by z trudów twych i nieprzespanych nocy, wyrosła Polska, wielka, wolna od zdrajców i przemocy…"O autorce: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut - antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte. Zastępca redaktora naczelnego w kwartalniku "Creatio Fantastica". Publikowała w "Focus Historia" i "Świecie Wiedzy", regularnie pisze na łamach "Ciekawostek Historycznych". Specjalizuje się w tematach kontrowersyjnych oraz badaniu mrocznych tajemnic historii i kulturowych tym jak NKDW rozprawiło się z polskim podziemiem niepodległościowym przeczytasz w książce Dariusza Kalińskiego pod tytułem "Czerwona zaraza”. Kliknij i kup z rabatem w księgarni cię ten artykuł? Na przeczytasz również o tym jak Polki broniły się przed gwałtami jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze sprzdal nas w jalcie i robi to dzisn amy lizemy mu Jaka to była polska bezpieka skoro urząd ten był dowodzony przez oficerów pochodzenia żydowskiego. Tam nie było Polaków. Podobnie , w terenie tez rządzili podobnego pochodzenia "Polacy".Szydzi wygrali II wojnę światową i zaczęli dyktaturę w Polsce, potem pod pozorem czystki komunistycznej wyjechali na zachód jako prześladowani siać komunę np. do Szwecji i oto Szwecja już ma zadyszkęAby rozliczyć te czasy to u władzy nie może być ani jednej osoby urodzonej przed 89 rokiem. Dodatkowo wszystkie osoby osoby u władzy powinny mieć korzenie z szarych obywateli a nie prominentów PRL. Inaczej nigdy nikt nikogo nie osądzi. Albo druga możliwość jako Katolicy zostawmy to Bogu on każdemu sprawiedliwie wynagrodzi!!!Należy niezwłocznie kolejny raz obniżyć im emerytury do najniższej krajowej. Pieniądze przeznaczyć dla prześladowanych !!A teraz Jaruzelska chce robić karierę w polityce.... Tfu!zapomnieliście tylko dodać ze r wojna oficjalnie się zakończyła na Zachodzie, a nowa władza była uznawana przez wszystkie państwa w tym USA, Francję i Anglię. A ci co mienili się walczącymi z nową władzą , po zakończeniu działań wojennych i podpisaniu przeróżnych traktatów pokojowych, jeśli nie zaprzestali walki, stawali się zwykłymi bandytami, tak to jest widziane wszędzie na całym świecie, bo w rzeczywistości większość z nich nimi była. No i nie zapominajmy ze nowa władza miała poparcie większości społeczeństwa, no i tzw wykleci nie mniej byli okrutni dla swoich przeciwników jak UB, a jeśli się doda ze w UB najwyższe stanowiska pełnili ludzie pochodzenia żydowskiego, sprawia, ze tocząca się wojna domowa była wyjątkowo się tego nie widzi, to pisze się półprawdy, ale ze media są pod kontrola naszych starszych braci w wierze, pewnie dlatego o tym się nie pisze, tylko napuszcza się jednych na drugich tego typu zabijani masowo a jest ich coraz więcej. Okazuje się, że to ludzie z formacji AK wyzwolili Polskę a to całkowita NIE PRAWDA! Historia, fałszywa historia pisana po z Panów sędziów czy prokuratorów nie spadnie wlos z głowy. A wasz żony i córki zmieniają im pampersy .wszystkich bandytow tzw umacniaczy wladzy sowieckiej powinnno sie ustawowo "zlikwidować" -wysłac na wschód a apanaże skonfiskować , no i zdegradować , zacząć od dwóch tzw generałowChwała funkcjonariuszom MBP i żołnierzom KBW za wyłapywanie tych leśnych bandytów i robienie porządku z byli zydowscy NKWDzisci chichot histo...4 lata temudzisiejsze elyty - jesteście dumni ? michnik,umer,węglarczyk,jaruzelska,komorowska-torpeda i wielu,wielu innychDla przypomnienia ojciec lecha i jarka tez byl podobno w AK .i zamiast Tortur dostal Dom. Ciekawe jak to zrobil
W wywiadzie udzielonym dla Radia Swoboda, Anastasija Zotowa wyjaśniła, że o różnego rodzaju torturach opowiedzieli jej byli więźniowie kolonii karnej po tym, jak ujawniono list jej męża na temat stosowanych tam tortur. Wśród sposobów znęcania się nad więźniami, które opisuje Zotowa, jest "przymusowy szpagat”. Polega na tym, że funkcjonariusze rozciągają nogi więźnia w przeciwległe strony, aż do zerwania więzadeł. Według Zotowej odbywa się to w małym korytarzu kolonii, gdzie nie ma kamer wideo. Natomiast na terenie przeznaczonym do spacerów więźnia podwiesza się do góry, za ręce skute kajdankami na plecach. Zotowa pisze też o biciu i kopaniu po głowie i stopach, biciu pałką i deptaniu leżącego więźnia. Wylicza również sposoby przetrzymywania lekko ubranych więźniów na mrozie, poniżania ich. Wspomina też o stosowanych groźbach, że zostaną zgwałceni lub zabici. Rosyjskie media poinformowały 1 listopada o liście 34-letniego Dadina, w którym skarżył się, że jest maltretowany przez naczelnika i funkcjonariuszy. Federalna Służba Więzienna (FSIN) zaprzeczyła, by opozycjonista był torturowany. Zobacz także Żona opozycjonisty wyjaśniła, że wobec jej męża nie stosowano większości z opisanych sposobów znęcania się nad więźniami. Powiedziała również, że udało się powstrzymać używanie przemocy wobec przetrzymywanych w Siegieży. Dadin jest pierwszym opozycjonistą skazanym w Rosji za "wielokrotne naruszenie zasad zgromadzeń publicznych" na mocy przepisów znowelizowanych w 2014 roku. Został aresztowany w grudniu 2015 roku. Wcześniej był pociągany do odpowiedzialności administracyjnej za udział w akcjach opozycyjnych. Na mocy nowych przepisów otrzymał wyrok trzech lat kolonii karnej, później wyrok zmniejszono do 2,5 roku. Oskarżenia wobec Dadina dotyczyły naruszenia zasad zgromadzeń publicznych w latach 2012-14. Chodziło o demonstracje organizowane w proteście przeciwko powrotowi Władimira Putina na Kreml w 2012 roku, przeciw ustawodawstwu dotyczącemu środowiska LGBT i wojnie na Ukrainie. Ludzie dławili się własnymi językami. Lekarzom zabroniono o tym mówić Do łagru za bułeczki z makiem W tym więzieniu czekano na śmierć:
tortury na kobietach stosowane przez gestapo